Jesteśmy założycielami firmy Bebelulu, ale to nasze dzieci natchnęły nas do jej stworzenia. Kiedy się narodziły, spodziewaliśmy się, że będzie normalnie: jedzenie co trzy godziny, spanie całą noc i pół dnia, a reszta na zabawę... no i oczywiście same będą zasypiać w łóżeczku... Tak przynajmniej pisały podręczniki.
Gdy na świecie pojawiła się Zojka, a póżniej Milosz, wydawało nam się, że nasze dzieci obalają wszystkie teorie na temat zachowań niemowląt. Nie było mowy o położeniu Zojki w łóżeczku, bo spała w nim góra 10 - 15 minut, a na dodatek cały czas chciała być przy piersi!
I tak przez pierwsze pół roku! Milosz podobnie...
Przy naszym pierwszym dziecku położne "starej daty" twierdziły, że najlepiej zostawić dziecko w łóżeczku: "wykrzyczy się a potem zaśnie". Spróbowaliśmy tej metody, ale po półgodzinnym zanoszeniu się od płaczu, Zojka była sina... Byliśmy wyczerpani; my, rodzice, którym wydawało się, że dziecko niewiele zmieni w naszym życiu i że nadal będziemy aktywnie żyć, spotykać się ze znajomymi i podróżować. Na szczęście w pewnym momencie doszedł do głosu nasz instynkt, a zniknęła panika. Zaczęliśmy szukać innego rozwiązania, które umożliwiłoby nam bycie blisko dziecka, a jednocześnie normalne funkcjonowanie. Wypróbowaliśmy nosidełko. Niestety, i to rozwiązanie zawiodło. Nasza dwumiesięczna Zojka wyglądała w nim jak paragraf. Mieliśmy więc obawy: czy tak małe dziecko można nosić w ten sposób?
Wtedy uratowała nas Ula (położna, z którą razem rodziliśmy) Była naszą ostatnią deską ratunku. To właśnie cudowna Ula podpowiedziała nam coś, co nazwała "chustą"... Po długich i żmudnych poszukiwaniach przez znajomych, udało nam się coś takiego znaleźć - chusty domowej produkcji.
Na początku byliśmy przerażeni tym, że wkładając Zoję do chusty, możemy zrobić jej krzywdę albo, że nam wypadnie. W dodatku nie wiedzieliśmy co to za produkt? - żadnych opinii lekarzy czy pediatrów. Patrząc na sposoby noszenia m.in. w Ameryce Płd. i w oparciu o opinie specjalistów, szybko opracowaliśmy własny model chusty, a także bezpieczne i wygodne techniki wkładania i noszenia. Chusta okazała się dla nas zbawienna! Zojka cudownie w niej zasypiała zwinięta jak "w kokon". Mogliśmy spokojnie zacząć chodzić na spacery, albo do sklepu. Gdy usnęła, wkładaliśmy ją do wózka. Gdy tylko się budziła, zakładaliśmy ją razem z chustą na siebie, po czym kołysanie na brzuchu znów ją usypiało. Mogliśmy więc spokojnie wkładać ją z powrotem do wózka. Pozbyliśmy się stresu związanego z głośnym płaczem naszej małej w miejscach publicznych. Dzięki chuście karmienie piersią na spacerze czy w sklepie stało się przyjemną, intymną czynnością.
Ten sposób noszenia naszej Zojki bardzo zainteresował wielu rodziców. Byliśmy zaczepiani na ulicy przez inne mamy i tatusiów, którzy pytali nas, "gdzie taką chustę można znaleźć ?".
Tak narodził się pomysł na Bebelulu i nasze własne chusty do noszenia dzieci. Zaczęliśmy tworzyć własną, udoskonaloną linię produktów z pewnymi udogodnieniami, np. ze specjalnymi wycięciami na pasy bezpieczeństwa w foteliku samochodowym, żeby śpiącego malucha można było łatwo w nim położyć bez wyciągania z chusty. Stworzyliśmy produkty z najlepszych (certyfikowanych) tkanin, pamiętając, że maluch musi mieć zapewnione bezpieczeństwo i wygodę, a mama i tata chcą wyglądać w naszej chuście modnie.
A czy Zojka pokrzywiła się w chuście?
W żadnym wypadku. Według opinii specjalistów rozwija się nad wyraz szybko (zwłaszcza jeżeli chodzi o jej sprawność ruchową).
Tylko nam czasami brakuje już sił, żeby nadążyć za pełną energii dziweczynką. Noszenie Milosza w chuście niemal wszędzie było dla nas normalne. Wciąż poszukujemy i tworzymy nowe kolekcje, pamietając o zdrowiu i bezpieczeństwie dzieci, a także o wygodzie, ergonomii i designie.Powstawanie naszych produktów konsultowaliśmy i cały czas konsultujemy ze specjalistami: położną, ortopedą i fizjoterapeutą, a także w oparciu o Wasze opinie. |